Co się zmienia po ślubie?

Całkiem niedawno obchodziliśmy z mężem swoją pierwszą rocznicę ślubu. Postanowiliśmy wyjechać na kilka dni, aby odpocząć w ciszy i w spokoju, tylko we dwoje. Robiliśmy tak wiele razy jeszcze przed ślubem. Kiedy przytłaczała nas codzienność, nadmiar obowiązków, uciekaliśmy z Warszawy. Najczęściej były to Bieszczady. Daleko od domu, poza sezonem, głucho, cicho i spokojnie. Pewne rzeczy bywają niezmienne… 

Skoro pewne rzeczy bywają niezmienne to dlaczego spora część naszego społeczeństwa lubi rzucać stwierdzenie – po ślubie się wszystko zmieni – do którego często brakuje im argumentów? Wielokrotnie zastanawiałam się ile prawdy jest w hasłach „zobaczysz jak będzie po ślubie”, „teraz to się jeszcze stara, bo jesteście przed ślubem”. Jakby ślub był magiczną, czerwoną linią, po której przekroczeniu stajemy się innymi ludźmi.

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie – co się zmienia po ślubie – tylko ze swojej perspektywy to ten post skończyłby się bardzo szybko. Na poziomie świadomości, w mojej opinii ślub niczego nie zmienia. Być może patrzyłam zbyt płytko na niektóre sprawy, a potencjalnych zmian upatrywałam tylko w relacji między mężem a żoną, w sposobie wspólnego życia, etc. Postanowiłam jednak poszperać w głowach innych i zapytać, co według nich zmienia sam ślub i czy w ogóle zmienia cokolwiek. Oto czego się dowiedziałam i jakie sama wysnułam wnioski. 

Zaczynając od kwestii formalnych – zmienia się nazwisko, choć i to nie jest taka oczywistość. Wiele kobiet pozostaje przy swoim nazwisku panieńskim, a przypadków kiedy to mężczyzna zmienia swoje nazwisko na nazwisko żony, jest bardzo niewiele. 

Jeśli przed ślubem nie mieszkaliście razem to faktycznie można mówić o sporych zmianach. Nagle zamieszkujecie razem więc można powiedzieć, że zmienia się wszystko. Niby znacie się od lat, ale trzeba nauczyć się żyć ze sobą pod jednym dachem, a może się okazać, że jest to wyzwanie! 

Nigdy nie spojrzałam na to z tej strony, ale niedawno uświadomiłam sobie, że po ślubie zyskałam drugich rodziców. I wbrew powszechnej opinii o wrednych teściowych i teściach, którzy spuszczają powietrze z kół rowerowych swoim zięciom, trzeba przyznać że posiadanie drugich rodziców może być sporym komfortem. Mam na myśli szczególnie te osoby, które np. nie miały szczęścia wychowywać się w pełnych rodzinach albo takie, których rodzice odeszli zbyt wcześnie, aby móc docenić ich obecność. Poza tym świętowanie urodzin, rocznic, Bożego Narodzenia, w większym gronie jest zdecydowanie ciekawsze. 

Tak, wiem… czekacie na wiedzę tajemną, na odkrycie kart o tym co się zmienia po ślubie. Bo wszyscy mówią, że się zmienia. I potem są dylematy – czy wyjść za mąż za tego człowieka, z którym się nie dogaduję, ale wierzę że się zmieni? Czy mam się ożenić z tą kobietą, bo babcia Zosia mówi, że fajna i że wypadałoby się już ożenić, a ja nie do końca to czuję?

Niestety wiedzy tajemnej nie ma, a odpowiedź na te pytania jest prosta. Staje się na ślubnym kobiercu nie dlatego, że ktoś naciska i mówi, że tak wypada i że już czas, ale dlatego, że się tego bardzo chce. Jeśli tego nie czujesz to faktycznie poczekaj z taką poważną decyzją. To po pierwsze. 

Po drugie – ludzie przed ślubem i po ślubie to ci sami ludzie. Jeśli myślisz, że Twój przyszły mąż zmieni się pod wpływem magicznego pierścienia na palcu to się grubo mylisz. Nadal jesteście tymi samymi ludźmi! Z tymi samymi wadami i zaletami. To, co nie podobało Ci się w Twojej drugiej połówce przed ślubem, nadal będzie Cię drażnić po ślubie. Nie oczekujcie drastycznych zmian, bo one nie nastąpią. Wiadomo, każdy człowiek się zmienia z upływem lat, pod wpływem doświadczeń życiowych czy napotkanych ludzi. Liczenie na to, że ktoś całkowicie zostanie pozbawiony wad lub zalet po ślubie jest zwyczajną głupotą. Wybaczcie. 

Więc co się tak naprawdę zmienia? 

Jeśli zmiana stanu cywilnego jest wynikiem świadomej decyzji obu ze stron to według mnie ślub (na poziomie świadomości) niczego nie zmienia. Być może podświadomie odczuwamy jakieś większe bezpieczeństwo i spokój, że ten ktoś jest z nami na zawsze. Jak wiadomo, na świecie nie ma nic na zawsze. Małżeństwo to związek jak każdy inny, nad którym trzeba pracować nieustannie.

Od niektórych usłyszałam, że „teraz to jestem spokojna”. Rozumiem, że dla niektórych papierek jest pewnego rodzaju wekslem i zabezpieczeniem przyszłości. Niektórzy wspominali nawet, że trudniej teraz wyjść z domu po ostrej kłótni i zatrzasnąć za sobą drzwi. Jednak, jeśli uczciwie, przez lata pracowaliście nad swoim związkiem, było Wam razem dobrze, to nawet będąc bez ślubu, łatwo byłoby Wam zatrzasnąć drzwi po kłótni z piorunami? Nie sądzę. 

Wszystkie problemy da się rozwiązać, a kłótnie to naturalna kolej naszego wspólnego życia. Kto się nie kłóci? Ręka do góry! Ale jak dobrze jest się potem godzić! Bo jeśli kochasz naprawdę tę drugą osobę, to nawet w największej burzy znajdziesz dla Was jakieś schronienie. 

I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Mimo burz, mimo piorunów, kiedy rano otwieram oczy i przekręcam się na lewy bok, to widzę dwoje niebieskich oczu, spoglądających na mnie z miłością. Wtedy żadna zawierucha nie jest mi straszna. 

Dodaj komentarz