Do pracy chodzę w piżamie

Jestem dziewczyną z agencji – agencji reklamowej, ale nietypowej. Dlaczego jest taka inna i nietypowa?

Nie mam nad głową wiecznie sterczącego szefa. Nie popycham raportu raportem. Nie jadam obiadów w pośpiechu i nie liczę minut do godziny 17:00. Nie wkurzam się na leserów i obiboków,  którzy występują w każdym biurze (często niestety stadnie) i nie muszę być politycznie poprawna jeśli ktoś zajdzie mi za skórę.

Mogę chodzić do pracy w piżamie i bez makijażu. Mam nielimitowany dostęp do lodówki i nie mam ryzyka, że ktoś podkradnie (ewentualnie pomyli się i zje) mój ulubiony jogurt. W przerwie, pomiędzy emailem od szefowej a emailem do klienta, robię pranie, podlewam kwiaty, gotuję i sprzątam. Nie narzekam, że za oknem pada śnieg, deszcz czy grad. Nie przygotowuję uniformu do pracy dzień wcześniej i nie stresuję się, że autobus linii X nie przyjechał na czas. Nie wysyłam smsów do szefowej, że się spóźnię i nie podbijam karty, że jestem punktualnie.

Śniadania jadam sama i nie chodzę na plotki w przerwach od pracy. Nie rozróżniam miejsca do pracy i miejsca odpoczynku. Muszę dobrze się organizować i sama się motywować do wykonywania codziennych obowiązków. Mało kto rozumie, że ja naprawdę pracuję. Przestaję widywać żywych, wiem o której sąsiad wychodzi z psem, słyszę kiedy sąsiadka wraca z walizką z wyjazdu i kiedy wyjeżdża na kolejny. Prawie nigdy nie mam w skrzynce awizo (chyba, że listonoszowi nie chcę się wejść na trzecie piętro) i praktycznie zawsze mogę przywitać w drzwiach kuriera. W ciągu dnia każda godzina jest dobra aby mnie odwiedzić. Tak, mniej więcej w skrócie, wygląda praca w systemie home office.

Początkowy pomysł pracy w domu wydawał mi się tak odległym w realizacji, wręcz niemożliwym do osiągnięcia. W sierpniu minęły mi 3 lata „siedzenia w domu” i moje odczucia, związane z tym systemem pracy z początkowej fazy, dzisiaj są już zupełnie inne.

Jako społeczne zwierzę wyłam wręcz do księżyca z powodu braku towarzystwa. Nie mam kota, kanarka, nawet rybki. Siedzę zupełnie sama. Pierwszy miesiąc totalnie nie ogarniasz, że pracujesz z domu. Skupiasz się aby pilnować godzin, nie przesadzać w stronę zbyt długiego czasu pracy lub pracy od godziny 14. Wstajesz rano, zgodnie z dotychczasowym trybem życia, zupełnie jak gdyby nigdy nic, po za faktem że nie przekraczasz progu drzwi i życia w biegu. Podoba ci się twoja swoboda. Nagle okazuje się, że system jadania 5 posiłków dziennie wcale nie jest wielkim wyzwaniem. Rano masz czas aby rozciągnąć kości, wypić na czczo wodę z cytryną, umyć głowę i zjeść powoli śniadanie.

Wraz z upływającym drugim i trzecim miesiącem zdajesz sobie sprawę, że wcale nie musisz się tak spinać i totalnie pilnować godzin pracy. Zaczyna do ciebie dochodzić, że brakuje ci towarzystwa. Masz czas na odgrzebanie kontaktów do znajomych, na napisanie kilku słów na komunikatorze. Jesteś wielce zdziwiona kiedy ktoś ci odpowiada – „sorry, ale nie mam teraz czasu, mamy wewnętrzne spotkanie.” Zyskujesz jednak czas na realizację swoich planów i marzeń. Zapisujesz się na jogę, angielski, chodzisz na długie spacery. Właściwie w każdej chwili możesz wyjechać i pracować z innego miejsca. Z czasem zaczynasz się przyzwyczajać do swojej samotności, a może stajesz się samotnikiem?

Nie jestem jedyna wśród swoich znajomych, którzy pracują w systemie home office. Dla jednych to jedyna, możliwa opcja i nie wyobrażają sobie powrotu na etat, do biura. Uważają to za najwyższe dobro. Mogą swobodnie wychowywać dzieci, nie obawiając się o swój zawodowy rozwój. Mają czas dla rodziny, przyjaciół, rozwijają się. Są to osoby dobrze zorganizowane, wiedzą co to samodyscyplina. Ograniczenie czasowe (od 8 do 16) to dla nich coś potwornie odległego. Mimo, że czasami pracują w nocy, kiedy dzieci już śpią, cenią sobie tę właśnie swobodę. Innym przyrasta jednak piżama do tyłka, przestawiają się na czas amerykański i przestają wychodzić z domu. Ci mniej zorganizowani rozwlekają pracę na cały dzień, doprowadzając do momentu kiedy to czują, że są cały czas w pracy. Nie rozróżniają dnia od nocy.

Czym jest home office dla mnie? Przede wszystkim swobodą, czasami tęsknotą za ludźmi, innym razem wdzięcznością, że nie pracuję z idiotami.

W sierpniu minęły 3 lata pracy w domu i mimo, iż bardzo tęsknię do ludzi, do pogawędki podczas porannej kawy, do babskich plotek, to cenię sobie bycie Panią własnego czasu. Kiedy mi zimno to zamykam okno, kiedy gorąco otwieram. Nikomu nie śmierdzi mój piątkowy, rybny obiad. Nie stoję w kolejce do wc i nie wkurzam się, że ktoś wykorzystał cały papier w drukarce i nie załadował jej od nowa. Jak chcę pogadać to piszę do przyjaciółki, dzwonię do siostry i zawracam głowę mojej drugiej połówce. Innym razem wychodzę na świeże powietrze złapać dystansu i pomysłów. Nikomu nie udowadniam, że jestem fajna i nie biorę udziału w konkursie piękności, mody… Mogę być sobą i czas, który kiedyś traciłam na konkursy piękności, walkę o pozycję dzisiaj poświęcam rodzinie, przyjaciołom i swoim pasjom.

 

fot. Pixabay

 

 

14 komentarzy

  1. Szymon | pomensku.pl

    15 stycznia 2018 at 10:34

    Mógłbym się pod tym podpisać, mam identyczne przemyślenia po całkiem podobnym stażu „siedzenia w domu”. W moim przypadku praca w domu ma niemal same zalety i nie wyobrażam sobie powrotu do korpo. Nie znosiłem tego i każdy dzień był męką. Teraz „idę” do pracy z przyjemnością. Najbardziej cenię sobie to, że nie muszę nigdzie dojeżdżać, bo poranne odśnieżanie samochodu, przeciskanie się przez korki oraz poszukiwanie miejsca parkingowego to żadna przyjemność. Największym minusem jest jednak początkowe użeranie się z najbliższymi, bo przecież „i tak siedzisz w domu, wiec możesz mi popilnować córkę przez godzinkę, nie?” Otóż – nie! 😛

    1. Dziewczyna z agencji

      15 stycznia 2018 at 10:43

      Jak wszystko – jest wiele plusów i minusów. Cenię sobie tę swobodę, ale czasami brakuje towarzystwa 🙂 Właśnie! Te korki, to stanie w autobusie i przeciskanie się, a teraz mam 5 metrów do pracy 😛 kilka kroków i jestem 🙂 Nie mniej jednak, czasami nie odróżnia się miejsca pracy od miejsca do odpoczynku i to jest chyba jeden z największych minusów.

  2. Katarzyna Pietroń

    11 października 2017 at 18:49

    Home office jest fajny, gdy ktoś jest wdrożony i zmotywowany. Swego czasu pracowałam w takim trybie na część etatu, ale na starcie było trudno, bo nie znałam dobrze systemów.

  3. Wioleta Gargula

    11 października 2017 at 09:44

    Na poczatku jest ciężko, ale lubię to 😉

  4. Piotr

    11 października 2017 at 08:55

    Jak wszystko praca w domu ma swoje plusy i minusy. Dla mnie jest więcej tych pierwszych nad drugimi, choć wielu będzie przeciwnych pracy w domu.

  5. Jadwiga

    11 października 2017 at 08:49

    No właśnie, samodyscyplina – mocno nad tym pracuję i podziwiam ludzi, którzy umieli się zorganizować i pracować w takim systemie.

  6. Blair Czyta

    11 października 2017 at 08:20

    Trochę zazdroszczę. Nie wiem czy na dłuższą metę dałabym radę, ale chciałabym móc się o tym sama przekonać 🙂

  7. Amanda Niedrich

    11 października 2017 at 08:08

    Zawsze będą plusy i minusy. Ja jednak najbardziej bałabym się w takiej pracy tego… hm, brakuje mi słowa. Tego by się pilnować. Samodyscypliny o!

  8. Madziula

    5 października 2017 at 21:09

    Super Kochana!!! Ja mam taką samą pracę i nie zamienię ja za nic na świecie. Mam czas dla siebie , synka i rodziny!

    1. Dziewczyna z agencji

      6 października 2017 at 08:14

      ;);)

    1. Dziewczyna z agencji

      5 października 2017 at 19:51

      Dzięki Kasia! 🙂

  9. Domi

    5 października 2017 at 19:25

    Chyba napewno ci zazdroszczę

    1. Dziewczyna z agencji

      5 października 2017 at 19:51

      Czasami sama sobie zazdroszczę 🙂

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com