Każde miejsce może być naszym domem

W 2006 roku, dokładnie dzień po odebraniu wyników z egzaminu maturalnego, wsiadłam do auta i wyjechałam do stolicy na studia. Z jednej strony przepełniona radością, czułam niepokój i strach przed tym co nowe, i nieznane. Spoglądając w tylną szybę samochodu oddalałam się od tego, co jest mi dobrze znane, w czym czuję się jak ryba w wodzie.

Myśląc o domu czuję spokój. To znajome smaki, zapachy, kąty i twarze. Kiedy decydujesz się na opuszczenie miejsca, które zawsze było Twoim domem, stajesz się nagle obcym, zameldowanym gdzieś indziej. Jesteś, mówiąc lekceważąco, „słoikiem”. Ja także nim byłam, ale do czasu aż nie zorientowałam się, że tak naprawdę każde miejsce na świecie może być moim domem.

Poznajmy i pokochajmy nowe miejsce

Do dzisiaj pamiętam uczucie paniki, kiedy wsiadłam w tramwaj numer 8 w kierunku Pragi, a miałam jechać w odwrotnym. Nerwowe spojrzenia na rozkład jazdy, poszukiwanie wzrokiem pomocy i prawie że atak paniki. Nie znając dobrze miejsca, w którym się znajdujemy, nigdy nie będziemy czuli się swojsko. Dzisiaj sprawę skutecznie ułatwiłoby mi sięgnięcie po smartfona. Wtedy nie miałam takiej możliwości.

Gdyby kilkanaście lat temu ktoś mi powiedział, że polubię Warszawę, kazałbym mu walnąć głową w ścianę. Poznając zakamarki tego miasta, wsłuchując się w jego historię zaczęłam powoli doceniać zalety, ale akceptować też wady. Dzisiaj szanuję ulice Freta czy Miodową po zmroku, oświetlone delikatnie blaskiem latarni. Smakuje mi zapach czekolady w okolicach fabryki Wedla. Kocham zachód słońca nad Wisłą, widziany z Mostu Siekierkowskiego i doceniam ciszę w kabackim lesie. Te miejsca, choć kiedyś totalnie nieznane, dzisiaj są częścią mojego życia.

Gromadźmy i pielęgnujmy wspomnienia

Pierwsze dni w nowym miejscu były dla mnie czasem ciągłego wracania do tego, co było. Starałam się zachować wszystkie, cudowne wspomnienia minionych lat, zapominając że nadszedł czas na gromadzenie nowych. A przecież nawet samotny wypad do pobliskiej kawiarni, odkrycie nowej uliczki, zdobionej zabytkami sprawią, że tworzymy nową historię i generujemy wspomnienia.

Nie mamy zapominać o tym co było, ale nie możemy rozpamiętywać rozdziałów zamkniętych. By móc swobodnie kolekcjonować następne pamiątki, nie ograniczajmy się do przeszłości, ale bądźmy tu i teraz.

Dbajmy o tych, którzy byli naszymi towarzyszami życia, ale otwórzmy się na przybycie nowych 

Zostawienie rodziny, przyjaciół i znajomych było najtrudniejszym momentem, który przyszło mi przeżywać, decydując się na przeprowadzkę do Warszawy. Nie czułam się wyjątkowa, ale wychodząc ze swojej strefy komfortu, ciepłego domu i otoczenia bliskich, zyskałam większą pewność siebie i otwartość na ludzi, którzy pojawili się w późniejszych latach.

Te znajomości, które miały przetrwać próbę czasu, na pewno przetrwały. Te, które miały się dopiero pojawić, odmieniły życie i skierowały je na inne tory.

Dbajmy o swoje najbliższe otoczenie

Pierwsze mieszkanie, które wynajmowałam po przyjeździe do Warszawy, mieściło się na warszawskiej Pradze Południe. Przed wprowadzeniem właścicielka pomalowała ściany, chcąc uzyskać efekt odświeżenia lokum. Jak się później okazało, ściana za ogromną szafą w pokoju pozostała nietknięta i straszyła szaroburą farbą z czasów PRL.

Zadbajmy o emocje i zmysły. Nasz dom, to nasz azyl i miejsce odpoczynku. Otaczajmy się tym, co wzbudza w nas pozytywne emocje. Zapachy, przedmioty, dźwięki – czy w nowym miejscu tworzymy nowe czy wolimy otaczać się zapamiętanymi? Każdy, najmniejszy szczegół nowego otoczenia wpływa na nasze postrzeganie miejsca. Nawet wynajmowany pokój może stać się naszym azylem, pod warunkiem że stworzymy go sobie sami, na własnych zasadach. Nie musimy od razu przemalować ścian czy wstawiać nowych mebli.

W pierwszych miesiącach pobytu w Warszawie, starałam się otaczać pamiątkami, przywiezionymi z domu. Gotowałam zupę z przepisu mamy i parzyłam ulubioną herbatę. Mimo, że początkowo moim stołem był karton od drukarki, kolorowe kubki i talerze zakupione w Ikei skutecznie odciągały moją uwagę od tego zamiennika, a świeże kwiaty przypominały o ogrodzie babci.

Od przeprowadzki do stolicy minęło prawie 12 lat. 12 lat pełnych radości i uśmiechu. Czasami były obawy, innym razem smutki i nadzieje, ale po latach poznawania, osiedlania się i wczucia w to miejsce dochodzę do wniosku, że tak naprawdę każde miejsce może być naszym domem. Tylko od nas zależy czy nim będzie.

 

Dom jest tam, gdzie czujesz się jak w domu.

Truman Capote

 

Czy zmienialiście kiedykolwiek miejsce zamieszkania? Jak staraliście się stworzyć DOM? Czym jest dla Was DOM? Podzielcie się w komentarzach. 

16 komentarzy

  1. Jerzy Wilman

    15 lutego 2018 at 19:43

    Moja przeprowadzka ze Szczecina do Wrocławia nastąpiła w 2003 roku. Już w tym tysiącleciu. Trochę było szarpaniny, bo gdzieś w tle błąkał się rozwód i odejście na zawsze. Dzisiaj mieszkam pod Wrockiem, do Szczecina jeżdżę do dziecka (drugie poszło za mną na Dolny Śląsk) i jakoś nowe miejsce zaakceptowałem. Ba, kocham namiętnie czując się całym sobą dolnoślązakiem. Widzę, że są też wpisy innych Czytelników „przeniesionych” do Wrocka. Pozdrawiam serdecznie!!!

    1. Dziewczyna z agencji

      15 lutego 2018 at 20:04

      Czasami takie dalekie przeprowadzki oczyszczają prawda? 🙂

      1. Jerzy Wilman

        15 lutego 2018 at 20:06

        No prawda, i powiem, że niech to cholera!!! Zmarnowałem sporo lat. Ale na razie, przynajmniej dzisiaj jeszcze czasu jeszcze nie uda się cofnąć. Może kiedyś??? 🙂

        1. Dziewczyna z agencji

          15 lutego 2018 at 20:08

          Technologia idzie do przodu. Kto wie? Może kiedyś będziemy mogli się cofnąć w czasie? 🙂

  2. Zielona Małpa

    6 lutego 2018 at 07:51

    Przeprowadziłam się na studia do Wrocławia i choć od pierwszego dnia zakochałam się w mieście, w domu poczułam się dopiero, kiedy zamieszkałam z drugą połówką 🙂

  3. Bielecki.es

    6 lutego 2018 at 02:10

    Bo dom tworzą ludzie i relacje jakie ich łącza 😉

  4. Artur Hert

    5 lutego 2018 at 17:17

    W życiu miałem chyba ponad 13 przeprowadzek…przestałem liczyć. teraz na emigracji, ale z żoną stworzyliśmy ciepły dom – nie ważne gdzie, ważne że razem 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      5 lutego 2018 at 18:40

      Dokładnie – nie ważne gdzie, ale ważne z kim 🙂

  5. Młodzi na Dorobku

    5 lutego 2018 at 11:49

    Mi osobiście podoba się powiedzenie: Dom Twój jest tam, gdzie łączysz się od razu z wifi.

    1. Dziewczyna z agencji

      5 lutego 2018 at 18:41

      w początkowej wersji tego tekstu zaczęłam właśnie od tego stwierdzenia 🙂

  6. gimpelife

    5 lutego 2018 at 11:32

    Ja nigdy się nie przeprowadzałam, mieszkam w tym samym miejscu, w którym się urodziłam i w którym mieszkałam kiedy studiowałam. Teraz mieszka tutaj mój mąż i dzieci. Ale kiedy czytam , że ktoś się przeprowadził czuję tęsknotę za czymś czego nigdy nie doznałam. Teraz gdybym była w wieku licealno maturalnym od razu rzuciłabym wszystko i wyjechała gdzieś. Do nowego miasta, żeby zacząć żyć na nowa.

    1. Dziewczyna z agencji

      5 lutego 2018 at 11:34

      Pytanie czy potrzebujesz takiego życia od nowa, bo jeśli nie to czasami nie ma sensu robić rewolucji. Chyba, że myślisz raczej o przeżyciu przygody i „liźnięciu” czegoś nowego 😉

  7. jporebasoc

    5 lutego 2018 at 11:23

    Mówią, że tam Twój dom gdzie serce Twoje 🙂 Prawda 🙂 Szczególnie się to odczuwa na emigracji

    1. Dziewczyna z agencji

      5 lutego 2018 at 11:33

      to też prawda 🙂

  8. slowonalawe

    4 lutego 2018 at 19:28

    To dziwne, jak zmienia się perspektywa. Kiedyś „wracając do domu”, wracałam do swojego rodzinnego domu na weekend, teraz „wracając do domu” wracam do wrocławskiego mieszkania. Potrzebowałam 8 lat, żeby to poczuć.

    1. Dziewczyna z agencji

      4 lutego 2018 at 20:17

      Tak… punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 🙂

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com