Kim jestem? Jestem… HANDLARĄ!

W swoim życiu miałam wiele przezwisk. Zaczęło się już w podstawówce, kiedy to skrócono moje nazwisko i nazywano mnie jedną ze słodkowodnych ryb. Cóż poradzić. Rodowego nazwiska się nie wybiera.

Kiedy stałam się dorosła, skończyłam szkołę, moje głupie przezwisko z tych czasów odleciało tak, jak odleciały czasy beztroski. Na studiach wymyślano przezwiska profesorom i pracownikom dziekanatu, oszczędzając studentów, którzy i tak mieli wystarczająco przesrane. Dopiero w pierwszej pracy nadanie przydomka, przezwiska nabrało nowego znaczenia.

Tutaj zaczęły się liczyć twoje indywidualne cechy, które wyróżniają cię na tle innych. Innym razem przyuważono jakieś natręctwo i z marszu ktoś zyskiwał miano Czajnika czy Super Niuchacza. Raz nazwano mnie i koleżanki z działu Pieprzonymi Księżniczkami. Chodziły na ten temat legendy, ale o tym opowiem innym razem.

Kiedyś zyskałam ksywę Gorąca Słuchawa, bo potrafiłam w ciągu dnia wykonać zawrotną ilość telefonów do klientów. Doprawdy nie wiem jakim kluczem kierowano się w momencie, kiedy po raz pierwszy stałam się Konserwą…

Początkowo było mi przykro, bo w sumie jak przebojowa, pełna humoru, odważna i towarzyska osóbka może być Konserwą? Brakowało mi jednak artystycznego szału by pracować w marketingu. Nie byłam nocnym markiem, aby móc brylować w dziale eventów. Mimo to, zawsze wiedziałam czego nie powinno się mówić na spotkaniu handlowym i jak prowadzić negocjacje aby wyjść na swoje. Z klientami nie skracałam dystansu, bo to nigdy nie pomagało w sprzedaży, a na moich służbowych wyjściach obowiązywał tzw. dress code, którego nigdy nie złamałam.

Gdyby tak spojrzeć na mnie z perspektywy pracowników marketingu, kreacji, eventów to faktycznie – Konserwa pełną parą, ale to dzięki Konserwie budżety się spinały i wszyscy wokół byli zadowoleni. Marketing, że dostał więcej kasy do wydania w nowym roku, dyrektor sprzedaży że awansował w tabelce prezesa, w końcu prezes że hajs się zgadza. Bo w sprzedaży na samym końcu chodzi o to, aby hajs się zgadzał, a nie jakieś fiu bździu.

Z czasem przywykłam do swojego konserwowego przydomka. Doceniana za wyniki w pracy, zyskałam ksywkę z którą było mi wygodnie, z którą mogłam się utożsamiać i która koniec końców wcale nie była złośliwa, a raczej zabawna. Kiedy odchodziłam z pracy, miejsca będącego moją bezpieczną przystanią przez cztery lata, w prezencie otrzymałam dziesięć puszek konserwy turystycznej. Tak było. Nie mniej jednak, gdyby ktoś zapytał Was kim jesteście to głupio odpowiedzieć, że Konserwą. Takiego stanowiska i pozycji zawodowej w ankietach nie ma.

Jakiś czasu temu próbowałam zakupić dodatkowe ubezpieczenie. Przesympatyczny pan po drugiej stronie słuchawki zapytał mnie o zawód. Zacięłam się, bo moim wyuczonym zawodem jest dziennikarz, ale zawód, który wykonuję to … handlowiec vel. Handlara, a historia tego przezwiska zaczyna się kilka lat temu.

Pewnego, pięknego popołudnia, dział marketingu próbował „przepchnąć” w zarządzie jakiś nowy pomysł. Po długiej, wyczerpującej walce zwyczajnie został odesłany z kwitkiem. Wtedy z pomocą może przyjść tylko i wyłącznie „Handlara, która znajdzie na realizację tego pomysłu sponsora i reklamodawcę” (cytat dosłowny).

I mimo, że na umowie masz napisane że jesteś Ekantę, NiuBiznesem czy inną Menadżerką to jeśli na co dzień do Twoich obowiązków należy kontakt z klientem i ciągłe jego pozyskiwanie, to jesteś również Handlarą. I nie mówię tego wcale z pogardą, a raczej z przymrużeniem oka.

Bardzo dużo czasu zajęło mi odpowiedzenie sobie na pytanie, co tak naprawdę umiem i lubię zawodowo wykonywać. Bo co z tego, że lubię czytać książki, jak nie umiem na tym czytaniu zarabiać? Co jeśli kocham gotować, jak nie potrafię prowadzić restauracji? Ale jeśli potrafię sprzedawać i jeszcze to lubię, to czy w końcu nie jestem w dobrym miejscu? Właściwie jestem w tym miejscu od 10 lat, ale przez 10 lat nie potrafiłam tak naprawdę ocenić czy sprzedaż jest tą dziedziną, w której czuję się dobrze i komfortowo.

I jeśli wydaje Wam się, że być handlowcem każdy może to macie rację. Każdy może próbować nim być, ale nie każdy będzie miał wyniki. I to nie jest tak, że ja zawsze mam świetne rezultaty. Każda handlara miewa słabszy moment, że pół kilograma kiełbasy żywieckiej nie opchnie najbardziej głodnemu. Każda handlara też wie, że nie samymi umiejętnościami sprzedaży handlowiec stoi. Nie jesteśmy tylko od przygotowania oferty, przedstawienia jej klientowi i wpisania w tabelkę sprzedaży nowego dila. Wymaga się od nas umiejętności przełamywania lodów, rozwiązywania nierozwiązywalnego i działania cudów tam, gdzie podobno ich nie ma. Musimy być cierpliwi, ambitni i wytrwali. Skuteczni, niezniechęceni i odporni. Powinniśmy być kreatywni, mieć analityczne umysły. Jednym słowem winniśmy być combo packami najlepszych cech pod słońcem.

Dlatego też, w końcu kiedy odkryłam swoje zawodowe powołanie do bycia handlarą i zrozumiałam, że to wcale nie uwłaczające ani gorsze od bycia np. kriejtiw dajrektor, staję tu cała na biało i z wielką chęcią podzielę się swoim doświadczeniem. Nie będę Was kołczować ani pouczać. Mogę tylko przekazać wam to, czego przez ostatnie 10 lat sprzedaż mnie nauczyła. Mogę opowiedzieć jak mnie przeorała dosłownie i w przenośni. Jak trudno było przejść przez pewne etapy i jak bardzo ważne jest, aby na samym końcu nie czuć się wystawionym na sprzedaż i odartym z człowieczeństwa.

Jeśli czytają mnie jesteś Handlary (w osobie żeńskiej lub męskiej) to dajcie znać w komentarzach. Zaczynam nowy cykl blogowych postów, które będą traktować o sprzedaży, życiu handlowca i jego pracy na co dzień. Dodam trochę dawki motywacyjnej paplaniny i będziemy się pławić w luksusie bycia handlarami. Już nikt nigdy nam nie powie, że jesteśmy tylko handlowcami, bo jesteśmy aż handlowcami i to często od nas zależy przyszłość i rozwój firm, w których pracujemy.

Jeśli macie jakieś pomysły na teksty, które w ramach cyklu #handlary mogłyby pojawić się na blogu to piszcie na adres kontakt@dziewczynazagencji.pl lub zostawcie komentarz pod postem.

3 komentarze

  1. Jerzy Wilman

    9 marca 2018 at 16:54

    Hmm, handlarą czy raczej handlarem nigdy nie byłem i raczej nie planuję. Za to walczę z tymi co handlują i uwierz – nie chciałabyś na mnie trafić. Tak to jest, że granica gdzieś musi być. Ty sprzedajesz, ja i inni kupują i jeśli są zadowoleni, albo jeśli nie warto się tłuc o swoje racje – siedzą cicho. Więc ode mnie pomysłu na handlowanie nie będzie. Ale jeśli chcesz, chętnie testuję jakieś tam pierdułki i opisuję je na swoim blogu. Jak na przykład ostatnio o myjce do podłóg z odkurzaczem. Dwa w jednym. Zerknij – chodziło o Karchera, ale tym razem dałem sobie spokój z publikacją nazwy urządzenia, a fotkę wyblurowałem w dość jednoznaczny sposób. Acha – jestem techniczny, więc nie proś mnie o opinię na przykład o kroju płaszcza 🙂 Jerzy z Inn.Media.Pl

  2. M.

    7 marca 2018 at 22:48

    Ja byłam handlarą… przez kilka lat, ale szef mnie strasznie zmęczył. Zamiast pozwolić mi działać to ograniczał, ” doradzał” jak robić z tym klientem, a jak z tamtym…Rzuciłam to w cholerę ?Teraz pracuję na własny rachunek i dobrze mi z tym. Chętnie poczytam o Twoich doświadczeniach.

    – Dziewczyna od pasków do prześcieradła ?

    1. Dziewczyna z agencji

      8 marca 2018 at 09:26

      Dziewczyno od pasków 🙂 (zacna ksywa!) Zapraszam serdecznie. Niech wszystkie handlary łączą się 🙂

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com