Lubię milenialsów

Urodziłam się w 1987 roku i wg podziału na generacje jestem milenialsem. Nie będę stawała w obronie swojego pokolenia. Choć może powinnam, bo większości negatywnych cech, jakie nam się przypisuje, u siebie nie widzę. Być może jestem wyjątkowa albo mam wybujałe ego?

Celowo pytam, bo gdybym stwierdziła, że jestem wyjątkowa to mogłabym usłyszeć, że taka pewność siebie to domena milenialsów. Więc tylko przypuszczam, wszak pewności nie mam, bo o mojej potencjalnej zajebistości, prasa codziennie nie pisze. Ale ja nie o tym… Wybaczcie dygresję. Studiowałam 5 lat dziennikarstwo i moje skłonności do lania wody wzrastają wraz z wiekiem. 

Chciałam się z Wami podzielić refleksją, dlaczego lubię milenialsów i uważam, że jest to pokolenie niezwykle niedoceniane, choć w mediach trąbią inaczej. 

Dla tych, którzy nie orientują się w nowoczesnej nomenklaturze wyjaśniam. Milenialsi (inaczej pokolenie Y) to osoby, urodzone w latach 1980 a 2000 (w Polsce 84-97). W zależności od źródła, ogólnie rzecz biorąc, za milenialsów, uznaje się pokolenie dzisiejszych dwudziesto i trzydziestolatków, tym samym rozdzielając milenialsów na starszych i młodszych. 

Do wrzucenia kilku groszy na temat milenialsów skłoniła mnie ostatnia lektura wielu artykułów na temat roszczeniowej postawy owej grupy, głównie w obliczu pracodawców. I tak sobie myślę – Czy naprawdę z nami jest tak źle? Czy my życia nie doceniamy? Pracy? Może jesteśmy leniwi? A może mamy zbyt wybujałe ego? Może w końcu rodzice nas źle wychowali? Albo nie daj Boże ulica nas chowała?! Oskarżeń pod naszym adresem nie brakuje, ale pozwólcie że nie na tym się skupię. 

Bo ja milenialsów bardzo lubię! 

My, roszczeniowe gnojki i aroganccy egoiści jesteśmy odważni. Czelendż? Nie ma sprawy! Bierzemy to na klatę i rozwalamy system. Jednak, wbrew pozorom, nie skaczemy w przepaść, ale analizujemy potencjalne ryzyko i znajdujemy rozwiązania. Tylko dlatego wyzwania nie są dla nas problemem, bo umiemy szukać, zgłębiać, penetrować.

Lubimy doświadczać, bo czasy zamknięcia w pudełku już dawno się skończyły. Więc dlaczego mielibyśmy nie korzystać z wolności? Doświadczać, smakować, próbować i doznawać?

Cenimy sprawiedliwość. Możemy pracować 12 godzin dziennie, jeśli wymaga tego sytuacja, ale chcemy zostać sprawiedliwie ocenieni za swoją pracę, a przede wszystkim wynagrodzeni. Nikt z nas nie chciałby pracować za darmo. Chyba, że się mylę? 

Kochamy się rozwijać! Dlatego zdarza nam się zmieniać pracę i uciekać z miejsc, w których czujemy, że stoimy. Uczymy się języków, mamy wyszukane hobby, bo oferta świata jest bogata i głupio byłoby z niej nie skorzystać. Nie nudzimy się. Wiemy czym jest kreatywność i potrafimy z tej umiejętności korzystać, dlatego nuda nam nie straszna. 

Czy dlatego, że wiemy czego chcemy od życia, mamy na nie plan i oczekujemy nie gwiazdki z nieba, a sprawiedliwości w świecie, można powiedzieć, że jesteśmy roszczeniowi, leniwi, aroganccy, egoistyczni i w ogóle to pfleee? 

Czy dlatego, że potrafimy korzystać z tego co daje nam świat, z możliwości jakie stwarza wolny rynek, można mówić, że poprzewracało nam się w głowie? 

Czy nie jesteśmy trochę zapomnianym pokoleniem, często niedocenianym z uwagi na kolejną generację Z, która określana jest jako ta lepsza, bardziej przedsiębiorcza i mająca większe plany na przyszłość? Czy lepiej byłoby gdybyśmy pozostali bezbarwni, trochę zagubieni w współczesności, nie znający sensu własnego „być”?

W końcu czy różnica w postrzeganiu świata przez milenialsów, a pokolenia wcześniejsze (które zarzucają milenialsom roszczeniowość) jest wynikiem zmian jakich świat dostąpił? Czy nie potrafimy dogadać się ze starszym pokoleniem dlatego, że pracujemy po prostu inaczej, a nasza inność to nie chęć pokazania, że jesteśmy lepsi, ale wypadkowa odmiennego postrzegania świata? Gdybyśmy pokazali, że doceniamy wkład starszych pokoleń w nasz rozwój, to starsze pokolenie doceniłoby naszą otwartość i chęć partnerstwa, a nie podporządkowanie się dla zasady? 

Nie apel, nie pretensje, a przemyślenia i pytanie czy faktycznie milenialsi to roszczeniowa, pełna arogancji i egoizmu, generacja? 

 

2 komentarze

  1. Malata

    10 czerwca 2018 at 08:08

    Cóż, może i tak, ale to dzieki tym cechom potraficie osiągać swoje cele. I bardzo dobrze.
    Co z tego że jestem dobra w tym co robię, skoro jestem niedoceniana od 30 lat i nie mam cywilnej odwagi odezwać się o podwyżkę ( w budżetówce to i tak nierealne ). A na każdą „ niesubordynację” słyszę :” chcesz mieć etat w przyszłym roku, to siedź cicho”. Nawet nie możemy zapytać kiedy będzie wypłata dodatków typu 13 czy tzw. socjal, bo zaraz na dywanik. A zmiana pracy? Zapomnij. To moje pokolenie w większości uważa, że raz podjęta praca jest pracą do emerytury. I kto tu lepiej myśli? Cieszę się , że mam w domu i najbliższej rodzinie pokolenie Y. To dzieki nim czasem podejmuję szalone decyzje i dzięki temu wiem, że życie ma sens.

    1. Dziewczyna z agencji

      10 czerwca 2018 at 10:09

      Fajnie gdyby pokolenia potrafiły wzajemnie czerpać ze swoich doświadczeń. Byłoby win-win… a tak to niestety obserwujemy walkę, która jest zupełnie niepotrzebna. Dzięki za wpis!

Dodaj komentarz