Mogę wszystko – czy aby na pewno?

W życiu zazwyczaj bywam pesymistką. Często widzę złe strony sprawy, wróżę z fusów, że to na pewno się nie uda lub będę mieć pecha. Nie mając podstaw do tego aby myśleć pesymistycznie, doszukuję się czasem, nawet w najbardziej szczęśliwych dla siebie momentach, pesymistycznych ziarenek, które burzą całościowy obraz, powodując niezadowolenie.

7 lat temu przeżyłam ogromny, życiowy zawód i wtedy myślałam, że świat mi się zawalił. W takich momentach najczęściej łapiesz się wszystkiego, co chociażby na chwilę może wyciągnąć Cię z dołka. Szukasz odpowiedzi – dlaczego mnie to spotkało? Utwierdzasz się w przekonaniu, że miałaś rację myśląc, że jesteś życiowym pechowcem.

W poszukiwaniu nowej siebie trafiłam kiedyś na sekret, który mówił, że tak naprawdę to tylko ode mnie zależy czy mogę i czy będę mieć wszystko. Jak tak, to spoko. Wchodzę w to i to najlepiej od zaraz! Ale co ja właściwie mam robić? Myśleć pozytywnie i uwierzyć, że mogę wszystko. Nie ma problemu, pestka!

Oczywiście z tym pozytywnym myśleniem, wcale nie jest tak łatwo, ale starałam się wierzyć, że jeśli każde zwątpienie, każdą słabość przekuję w myślenie pozytywne to zacznę przenosić góry. Tak się jednak nie stało…

To, że tak się nie stało nie jest winą pozytywnego myślenia. Wręcz przeciwnie – pozytywne myślenie jest niezbędne w drodze do sukcesu, w spełnianiu marzeń i dobrym, szczęśliwym życiu. Bez pozytywnego myślenia daleko nie ujedziesz, ale… to nie jest tak, że możesz dzięki temu zrobić wszystko.

W pierwszej odsłonie To tu, to tam wspominałam o tekście Eweliny Mierzwińskiej, który porządnie kopnął mnie w tyłek. Bardzo długo trawiłam jej wpis, próbując przełożyć go na swoje dotychczasowe życie. Ile razy słyszeliście, że wszystko jest w Waszych rękach, że możecie wszystko, wystarczy tylko chcieć i myśleć pozytywnie? Jak często ktoś mówił, że to od Was wszystko zależy? Takie słowa słyszałam milion razy, jeszcze więcej razy przeczytałam je w poradnikach o super życiu.

Chcesz mieć wymarzoną pracę? Nie ma problemu! Myśl pozytywnie, zachowuj się tak, jakbyś już taką pracę posiadał… to nic, że szef Cię nęka. Czuj się jak w wymarzonej pracy, a taka na pewno przyjdzie. Sama…

No nie… nic do jasnej cholery samo nie przychodzi i to wcale nie jest prawda, że możesz wszystko. Dużo od Ciebie zależy, to fakt, ale nie dasz rady zrobić wszystkiego! Karmiona przez lata couchingowym szitem, zaczęłam wątpić w siebie. Bo skoro to wszystko, czego bardzo chcę i pragnę, nie przychodzi, to znaczy że jestem beznadziejna. Co robiłam źle?

Uparcie trzymałam się wersji, że absolutnie nie ma dla mnie przeszkód, mogę zrobić wszystko czego zapragnę i nic mnie nie zatrzyma na drodze do szczęścia (pojmowanego na swój własny sposób). Nic bardziej mylnego… Uświadamiając sobie swoje ograniczenia, nie tylko te wewnętrzne, bo z nimi to musisz pracować sam, ale głównie te zewnętrzne, na które zwyczajnie nie mamy wpływu, dopiero poczujesz, że możesz iść dalej.

Nic tak nie pomaga w dążeniu do upragnionego celu jak wiedza na temat swoich ograniczeń.

O sukcesie w jakiejś dziedzinie decyduje czasem los, szczęście, innym razem przypadek. Hasła „sky is the limit” może i brzmią wspaniale, ale potrafią wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Dlaczego? Bo nie zawsze znajdujesz się w dobrym miejscu i czasie na osiągnięcie danego celu. Innym razem jesteś zwyczajnie niegotowy albo nie posiadasz wsparcia, które popchnie cię dalej.

W pogoni za wszystkim możesz nie zauważyć tego, co już posiadasz i nie dasz rady tego wykorzystać, zaślepiony dążeniem do szybkiego zdobycia wszystkiego, na już, na zaraz.

Ogromnie ważnym jest znalezienie złotego środka. To, że uświadomisz sobie, że nie wszystko jest Ci dane, wcale nie oznacza, że masz osiąść na laurach i nie robić nic. Wręcz przeciwnie – każdego dnia masz szansę wykorzystać swoje umiejętności i ciągle bardzo wiele jest w Twoich rękach. Staraj się nie popadać w pogoń za wszystkim, bo wszystko równie dobrze może oznaczać nic!

Życzę Wam powodzenia w zdrowym dążeniu do celów oraz braku frustracji i przepraszam każdego z osobna, któremu kiedyś próbowałam wmówić, że pozytywne myślenie to jedyny klucz do każdych drzwi.

PS. Za powtórzenie słowa „wszystko” 11 razy też przepraszam! 🙂

 

Co myślicie na temat zdobywania wszystkiego? Jest to możliwe? Jak dążycie do celów? Powoli, małymi krokami czy chcecie wszystko na już, na teraz?

Podzielcie się sposobami jak być wytrwałym w osiąganiu celów i z jakich „sekretów” korzystacie w drodze do sukcesu. 

 

Fot. Pixabay

23 komentarze

  1. paulina

    4 stycznia 2018 at 14:38

    Wszystko – przede wszystkim wymaga ogromnego wysiłku, pracy i działania. Czasami pomocy z zewnątrz, inspiracji i jeszcze raz działania. Samo nie przyjdzie nic, nic się nie wydarzy, nawet jak będziemy bardzo chcieli. Nasze działania wiele mogą zmienić, jednak czasami przeszkody są tak duże, że realizacja danego wyzwania wymaga więcej czasu niż na początku nam się wydawało. Ważne, aby iść do przodu, aby próbować.

    1. Dziewczyna z agencji

      4 stycznia 2018 at 14:40

      czasami wszystko może oznaczać nic bo nie skupiamy się na tym co powinniśmy. dzięki za trafny komentarz!

  2. Ewa

    4 stycznia 2018 at 14:38

    Sama wiele razy złapałam się na tym, że będąc blisko celu (tak mi się wydawało) odniosłam porażkę. W pierwszej chwili ma się ochotę zrezygnować, ale myślę, że jeżeli z głębi serca czegoś chcemy to możemy to osiągnąć. Czasem nie jesteśmy jeszcze gotowi, a z upadków można wyciągnąć wnioski i stać się silniejszym.

    1. Dziewczyna z agencji

      4 stycznia 2018 at 14:41

      czasami na gruncie porażek rodzi się nowy pomysł. warto wyciągać z tego wnioski 🙂

  3. Stazyjka

    4 stycznia 2018 at 13:51

    Powiem tak, od lat wiem, że mogę wszystko. I co z tego mam? No prawie nic! Nie wierzę że pozytywne nastawienie może mi pomóc w realizacji moich marzeń. Tylko ciężka harówka i odrobina szczęścia – innej recepty na sukces nie mam!

    1. Dziewczyna z agencji

      4 stycznia 2018 at 13:57

      Dlatego mówienie, że możemy wszystko jest bujdą, którą karmią nas na szkoleniach z motywacji. Możemy naprawdę dużo i wiele od nas zależy, ale warto znać swoje ograniczenia, by nie popadać w marazm i dezorientację jak nam coś nie wyjdzie. Z tą ciężką pracą bywa różnie… nie zawsze trzeba bardzo harować – to zależy od momentu w jakim się znajdujemy, ale szczęście jak najbardziej pomaga. Szczęścia życzę 🙂

  4. Śpiąca królewna

    20 listopada 2017 at 12:28

    Jest tylko jedna prawda: jeśli wierzysz, że możesz mieć wszystko to możesz, jeśli nie wierzysz że możesz mieć wszystko to nie możesz i w obu przypadkach masz rację. Błędem jaki popełniamy podczas rozwoju osobistego jest oczekiwanie szybkich efektów, podczas gdy praca nad sobą nie zrobi się w miesiąc. To proces długotrwały, trwający całe życie i zazwyczaj jedna zmiana pociąga za sobą następne, które należałoby przepracować, a nie każdy ma na to ani siłę ani ochotę, stąd nie spodziewajmy się efektów trwałych, a juz na pewno nie szybkich, jeśli sami się wstrzymujemy, bo zwyczajnie nie jesteśmy na coś gotowi. W sensie świadomość jest gotowa i bardzo chce, dlatego powtarzamy przeczytane mantry, lecimy w afirmacje i być może coś tam juz nam styka, ale 90% naszego mózgu to podświadomość, a to tam jest ukryte to co nas powstrzymuje i żadne książki tego nie wyprostują, póki nie zaczniesz nad tym pracować. A to boli. Wspominasz pisząc, że rozpoczynając swój świadomy rozwój, przeczytałaś kilka książek i powtarzając ściągnięte z nich skrypty, wzbudzając w sobie poczucie „no tak, znaczy sie, wszystko zależy od mnie, mogę wszystko, wystarczy uwierzyć” uznałaś, że to wystarczy, a potem życie pokazało, ze jednak to nie jest takie proste, że to wszystko nie jest możliwe. Możliwe jest, ale nie jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki, na wszystko potrzeba czasu, cierpliwości, wytrwałości, a najważniejsze zajrzenie w głąb siebie, ale tak naprawdę. A to boli. W międzyczasie podczas tej nowej podróży może się też okazać, że potrzeby Ci się trochę zmieniły. Co więcej, bardzo często jest tak, ze kiedy nagle budzisz się ze snu braku świadomości doznajesz szoku, który rodzi porażki przez które trzeba przejść, jeśli chce się zajść dalej. Czasem to porażka wyciąga nas ze snu, nie wszyscy jednak chcą ją przepracować. Łatwiej jest się nad sobą poużalać, twierdząc, że nie mam na nic wpływu, czy też wyprzeć. Wyparcie jest spoko, ale za drugim razem warto już się za to wziąć, bo bedzie się pojawiać znowu. Zatem tu potrzeba być cierpliwym i nie miotać się za bardzo kiedy życie depcze Ci po plecach rozrzucając Twój poukładany świat, tylko szukać odpowiedzi i być ze sobą samym szczerym, a to też nie jest proste, przecież mamy ego. Nawet jeśli nagle okazuje się, że ludzie którzy Cię otaczali latami jakoś Cię opuszczają, jakoś Wam nie po drodze, że na wszystko co masz musisz pracować ze zdwojoną siłą jakby Cię coś blokowało od środka, a i tak nie dostajesz to czego chcesz, wtedy odpuszczasz, ratujesz to co było, czy idziesz w to dalej i szukasz odpowiedzi? To od Twojej postawy zależy jak ułoży się dalszy rozwój. Od tego czy będziesz szukać odpowiedzi, to wymaga wysiłku, otwarcia się na nowych ludzi, nową wiedzę. Zatem to nie jest takie czarno białe. Jeśli zaczynam nową pracę w zajebistymi miejscu, myślę że świat stoi przede mną otworem. Myślisz, nie zakładam, że coś pójdzie nie tak, przecież jestem zajebista, zawsze byłam najlepsza, chcę osiągać szczyty, wiem, że mogę je mieć i „potrzymaj mnie tę filiżankę z kawą nie będzie mi potrzebna i popatrz jak to się robi!”. Po czym okazuje się, że jednak coś nie wychodzi, coś nie styka, a przecież niby jest wszystko dobrze, a jednak. I pytasz: co tu się odgrażynowiło? A to puka porażka i pyta czy kogoś zastała. I ona jest jak najbardziej potrzebna w życiu, bez niej się nie rozwijamy, to ona jest kamyczkiem w drodze do sukcesu, ale to od Ciebie zależy co z nią zrobisz. Przystaniesz i powiesz „no tak, nie mogę jednak wszystkiego, ktoś mnie tu okłamał, cham jeden” czy „ale chwila, co ja mogę z tym zrobić?”. Jednocześnie to „mogę wszystko” nie należy wkładać między bajki o Śpiącej Królewnie a Kopciuszku, tylko dlatego, ze po drodze zastały nas małe porażki, tylko wziąć to jako część tej drogi do celu. W większości przypadków po prostu nie jesteśmy gotowi na sukces, o którym marzymy, o który walczymy. Dlaczego? To wina naszego mózgu. Badania pokazują jaki mały wpływ mamy na nasze życie, bowiem korzystamy z mózgu jednie w niecałych 10%. Co zatem dzieje się z pozostałymi 90%, które przecież nie leżą sobie odłogiem, tylko pracują na wysokich obrotach? Otóż one wykorzystują nasze przekonania, te nabyte od naszych przodków, od naszej mamy, która nosiła nas przez 9 miesięcy, od otoczenia w którym przebywała, co jadła, mówiła, myślała. A potem od otoczenia w którym my się wychowywaliśmy, w którym przebywamy, rozwijamy się, od naszych przyjaciół i przypadkowych ludzi, nie bez znaczenia mają tutaj też szkoła, prasa, radio i telewizja. Mówi się, że mózg pamięta zdarzenia do 3 pokoleń wstecz, jesteśmy gatunkiem który się rozwija najszybciej i to własnie dzięki mózgowi, który jednocześnie często nas blokuje, chcąc nas pozornie ratować przez zdarzeniem, przez które przechodził ktoś z naszej rodziny, więc nie dopuszcza nas np do dużych pieniedzy, analizując że po co skoro Twój prapradziadek je miał i wszystko stracił, więc lepiej nie wchodzić, bo możesz też stracić ( to najprostsze wytłumaczenie, żeby pokazać schemat, ale może to byc też coś innego). Zatem mózg robi wszystko żeby nie doprowadzić do zdarzenia, które miało miejsce za Twoich dziadków, rodziców, tak działa podświadomość, albo będzie się bronić, albo uciekać, zatem spinać. Nie rodzimy się białą, czystą kartą, a kartą naznaczoną przekonaniami, rośniemy i rozwijamy się w różnych otoczeniach, które mają wpływ na nasze dalsze życie, a więc znowu łapiemy czyjeś przekonania, a potem budzimy się dorośli myślimy „no ale chwila, to tak ma być?”. Zauważ, ze część ludzi się w ogóle nie budzi, po prostu płyną przez życie jak jedna wielka masa i nie rozumieją, że mają wpływ na tak wiele, że wiele w ich życiu nie musiałoby się wydarzyć, gdyby podjęli świadomą decyzję, wzięcia odpowiedzialności za swoje życie, a nie czekając na to co przyniesie los po prostu się przyglądali i reagowali, gdy tyłek się pali. Zatem jeśli mamy ograniczenia, żyjemy wg przekonań podświadomych to nie pracując nad sobą, nie zdobywając na ten temat wiedzy, nie żyjąc w pełni świadomie (co wiąże się czasem z przykrym spojrzeniem w głąb siebie), jeśli nie podejmujemy decyzji w sprawie tylko czekamy, aż samo się rozwiąże. Jeśli nie przetrawiamy tego (co jest tutaj największą robotą do zrobienia, chociażby dlatego, ze ciągłą, spróbuj ucieknąć od myśli, nie da się, a to one nas napędzają) możliwe nie mamy szans na to by móc wszystko. Masz rację, mówienie, że mogę wszystko, karmienie się literaturą, która podaje taką krótką receptę na szczęście i sukces jest zgubne, może dać skutek odwrotny od zamierzonego, prócz tego wszystkiego trzeba jeszcze w to uwierzyć i nad tym pracować. I uwierzyć nie słowami, ale całym sobą, a to jest dużo trudniejsze, bowiem zawsze wtedy pojawia się mały, wkurwiający głosik, mówiący piskliwym tonem „czy aby na pewno?, a może zawiedziesz ich, siebie? może to nie dla mnie? no weź, przecież ten płaski brzuch może być bardziej płaski”, kto tak nie ma niech rzuci kamieniem;) Jest jeszcze jedna sprawa, przez całe życie zmieniają sie nam priorytety i to co było dla nas szczytem do zdobycia w wieku lat 20, tak innym szczytem będzie dla nas cel w wieku 50 lat. Natomiast mnie zadano w piątek pytanie, które nasuwa oczywiste odpowiedzi, a jednak jakby sie tak głębiej zastanowić proste nie jest: o czym marzysz? Nie mówimy tu o dobrej pracy, ciepłym, fajnym domu, fajnym wozie, czy butach, bo to powinien mieć każdy, mówimy o prawdziwych marzeniach. A kolejne pytanie: możesz to wszystko mieć? Okazuje się, że w dzisiejszych czasach większość ludzi nie ma marzeń wykraczających poza mieszkanie, samochód i urlop raz do roku. Zatem skoro tak płytko w siebie patrzymy to jak możemy osiągać wszystko?

    1. Dziewczyna z agencji

      20 listopada 2017 at 15:16

      Żyjemy w czasach, które wywierają na nas presję posiadania, osiągnięcia w krótkim czasie. Kiedy tego nie osiągamy frustrujemy się… Masz rację, to błąd jaki popełniamy w naszym rozwoju.
      Porażki w drodze do sukcesu są mega potrzebne. Czasami lepiej zrobić jeden krok w tył, bo on nam umożliwia zrobienie dwóch w przód. Porażka nie oznacza, że to co zrobiliśmy było złe… jest często konsekwencją wielu składowych. Dlaczego więc porażka tak bardzo nas dotyka? Bo pozwalamy jej psuć nasze marzenia, o których wspominasz, a porażka sama w sobie może być tylko dodatkową sumą schodów, jakie trzeba przejść.

      Wg mnie marzenie o domu, samochodzie i urlopie raz do roku nie są wcale płytkie. Gdy zbierzemy je w całość, zauważymy że są to marzenia o stabilności, poczuciu spokoju i równowagi, której dzisiaj bardzo brakuje. Materialne sprawy są tylko wynikową naszych marzeń o spokojnym, dobrym życiu.

      1. Śpiąca Królewna

        20 listopada 2017 at 16:11

        Zgadza się, presja jest ogromna. Wyidealizowany świat, który nas otacza jest dla niejednego powodem do depresji, zwłaszcza że dzisiejszy świat pędzi znacznie szybciej niż 30 lat temu. Ciężko jest się w nim odnaleźć.
        Właśnie, przyjrzyjmy się porażce, bo tu jest cały sens. Porażka dotyka każdego, natomiast dlaczego pozwalasz, by porażka psuła marzenia, skoro to jest jeden z etapów, który trzeba przejść? Owszem porażka potrafi podciąć skrzydła, potrafi zmieszać i wypluć zupełnie nowego człowieka, ale jeśli ona, jedna porażka jest powodem, że psuje spełnianie marzeń, to coś tu się nie łączy.
        Jasne, tylko właśnie tak oczywista stabilizacja nie powinna być marzeniem, a oczywistością, o to mi chodziło. Bowiem nie mając z tyłu głowy nie spinających się rachunków z dochodami, dopiero wtedy można by zająć się naprawdę sobą. Wejść głębiej w siebie, a nie w płytką oczywistość. Wyobrażasz sobie, jak bardzo ludzie byliby spokojni i szczęśliwsi, gdyby nie musieli walczyć o byt? No właśnie, byliby szczęśliwsi?
        A co by było, gdyby przyszedł człowiek i powiedział, że da się to zrobić, tylko wymaga to ciężkiej pracy? Ilu by się po to zgłosiło? Śmiem twierdzić, że niewielu, wszak zdecydowanie łatwiej jest narzekać na słaby los. Co więcej, są ludzie, którzy swoich szans nie wykorzystują, głównie ze strachu. Nie umieją, sukces ich przerasta, łatwość z jaką udało im się zrobić więcej nie wystarczyła, by umieć sobie z tym poradzić, tracą więcej niż zyskali. Jak się obrócisz wokół swojego towarzystwa na pewno zobaczysz tam ludzi, którzy mogliby mieć łatwiej, mniej dziwnych akcji, mniej problemów, żyć na lepszym poziomie, ale się przed tym usilnie wzbraniają. Nie wystarczy bowiem powiedzieć, że chcę i mogę wszystko, jeszcze trzeba tego byka brać za rogi. A to boli.

        1. Dziewczyna z agencji

          20 listopada 2017 at 16:30

          Dlatego też napisałam, że nie powinniśmy porażki traktować jako coś co psuje nasze marzenia, a jedynie jako kolejne schody, po których trzeba się wspiąć. Wielu po pierwszej porażce rezygnuje i zniechęca się.
          Widzę wokół siebie ludzi, którzy mogliby żyć inaczej, ale ich życie się zmieni tylko dlatego, że wezmą życie za rogi bardziej niż zwykle. Nie zawsze sprzyjają nam okoliczności, dany czas… Gdybyśmy mieli możliwość stanąć przed jakąś szansą dwa razy w życiu, tylko w różnych okolicznościach, różnych momentach i etapach naszego życia, za każdym razem sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Być może dwa razy dobrze, albo dwa razy źle, innym razem być może raz lepiej, raz gorzej.

          1. Śpiąca Królewna

            20 listopada 2017 at 16:46

            Jasne, że nie zawsze nam sprzyjają okoliczności, czas czy ludzie, ale jednocześnie to nie powinno determinować nas samych. Tak samo jak porażka. To wszystko to są przecież składowe tego sukcesu, rzadko kiedy bowiem odnosi się go gładko, bez żadnych „ofiar”. Na tym właśnie polega dążenie do swoich celów, realizowanie siebie, rozwój, a więc i dążenie do „mogę wszystko”.
            Podsumowując: ja mogę wszystko, tylko nie zawsze mi się chce;)

  5. Max

    20 listopada 2017 at 08:46

    …za wysoko postawiona poprzeczka w latach młodości przysłoniła mi możliwości rozwoju otrzymanych talentów. Warto najpierw zrobić analizę własnych możliwości i zdolności , a następnie wyznaczć sobie cele I ustawiać poprzeczki…

    1. Dziewczyna z agencji

      20 listopada 2017 at 09:59

      analiza słabości i mocnych stron na pierwszym miejscu…

  6. Oskar

    19 listopada 2017 at 06:30

    Oj, tych sposobów (przynajmniej u mnie) jest wiele :). Takie najbardziej połączone z tym wpisem to napewno: świadomość swoich słabych i mocnych stron, co daje możliwość stłumienia swojego ego, kiedy rozumiesz, że nie urodziłeś się alfą i omegą. Oprócz spokojniejszej i przyjemniejszej drogi do sukcesu wpływa to również na to jak postrzegają Cię ludzie, bo udawanie kogoś kim tak naprawdę nie jesteś bywa naprawdę komiczne :D.

    1. Dziewczyna z agencji

      19 listopada 2017 at 11:09

      to ciekawa opinia 🙂 myślisz Oskar, że w drodze do sukcesu musimy czasami przybierać maski i udawać kogoś, kim nie jesteśmy?
      świadomość słabych i mocnych stron na pewno pomaga. Wykorzystujemy wtedy to, co już mamy i nie zastanawiamy się, że moglibyśmy mieć coś innego co by nam pomogło, ale działamy z tym bagażem, który jest w naszym posiadaniu.

      1. Oskar

        20 listopada 2017 at 09:57

        Nie, nie :D. To było nawiązanie do ludzi, którzy mają wysokie ego, jednak w sytuacji gdy wiedzą, że dana rzecz nie jest dla nich, czy nie mieści się w ich kompetencji dalej w to brną, jakby wstydzili się, że nie są najlepsi w każdej dziedzinie świata. A starając się być kimś kim nie są w tych dążeniach, wystawiają się na pośmiewisko, wyglądając conajmniej nienaturalnie :).

        1. Dziewczyna z agencji

          20 listopada 2017 at 10:00

          już rozumiem 🙂 najważniejsze, aby pozostać sobą w tym całym biegu i dążeniu do celu. maski kiedyś i tak opadną…

  7. Katarzyna Pietroń

    18 listopada 2017 at 17:16

    Tak mi się skojarzyłem z prawem przyciągania, sekretem – zasadą mówiącą o tym, że myślami przyciągamy określone zdarzenia (bez względu na to, czy myślimy pozytywnie, czy negatywnie). W tym celu należy odczuwać wdzięczność, wizualizować sobie nagrodę itd. Psychologowie wzięli to na tapetę i okazało się, że to nie do końca prawda. Jeżeli wyobrażamy sobie sam efekt, to tracimy energię na realizację. Wyobrażać należy sobie DROGĘ do celu, a nie tylko efekt końcowy.

    1. Dziewczyna z agencji

      18 listopada 2017 at 17:27

      dokładnie o tym sekrecie wspominam 🙂 dziękuję za ten komentarz! bardzo cenny!

  8. Monika

    18 listopada 2017 at 15:26

    Wytrwałość, sumienność w tym co się robi oraz trzymanie się własnych zasad może przynieść sukces 🙂

    1. Dziewczyna z agencji

      18 listopada 2017 at 15:47

      trzymam kciuki za wytrwałość! 🙂

  9. Dorota

    18 listopada 2017 at 11:50

    Ja z reguły jestem optymistką i mi najbardziej pomaga myślenie typu: „wszystko zależy ode mnie i muszę liczyć na siebie, nic z nieba mi nie spadnie” 🙂 I jakoś pomaga

    1. Dziewczyna z agencji

      18 listopada 2017 at 14:43

      czyli wierzysz w swoją pracę, krok po kroku, od ziarnka do ziarnka? 🙂

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com